Antygnieciuch nadchodzi.. czyli jak oszczędzić książkę w podróży

Książki czytam wszędzie gdzie mogę. W autobusie, w pociągu, w samolocie, w samochodzie. Przeszkodą jest dla mnie tłum, szaleństwa błędnika gdy zaczyna mi się robić słabo, ciasnota albo brak czasu i pieniędzy. Ewentualnie jeszcze nauka, ale to specyficzna sprawa na studiach. O książki staram się dbać zawsze, nie ważne czy są moje czy biblioteczne. Przyznaję się do grzechu zaginania stron(!). Czasami nie mam czym zaznaczyć sobie gdzie skończyłam. Dlatego coraz poważniej rozważam zrobienie sobie własnej zakładki. Może origami? Nie chcę wszystkiego kupować.

Po co to wszystko piszę? Znalazłam w internecie perełkę. Coś co, według mnie każdy bibliofil, mól książkowy, Czytacz mieć powinien. Ile razy zmagaliście się z zagniecionymi stronami? Porwanymi stronami, pogniecionymi okładkami? No właśnie. Ja nieczęsto, ze względu na moją wrodzoną dbałość, acz się zdarza.

Rozwiązaniem na to jest Antygnieciuch. Nowatorski pomysł zrodzony z pasji do książek oraz chęci ich ochrony. Pomysł bardzo udany i będę trzymać kciuki, żeby się rozwijał ku lepszemu. Poniżej kilka zdjęć Antygnieciucha. Sama chyba zdecyduję się na zakup przynajmniej 1 szt. 

 Poniżej moje propozycje, które z Antygnieciuchów są godne uwagi. Są najładniejsze, a ich cena waha się od 25 zł do 35 zł. Do przesyłki należy doliczyć koszt przesyłki liczony na ok. 12 zł (!). 

Źródło: antygnieciuch.pl

 Koszt wysyłki jest stosunkowo drogi i niestety jest to tylko poczta polska. Wydaje mi się, że to trochę z lenistwa właścicieli. A Paczkomaty? A kurier? Jest droższy, ok. To jestem w stanie zrozumieć. Brakuje mi jednak paczkomatów – ja z nich namiętnie korzystam i bardzo lubię. Gdy tylko dostanę wypłatę to jeden z tych cudów trafi do mnie.

Na wysyłkę czeka się od 2 do 14 dni. Weźcie to pod uwagę i przeczytajcie dokładnie regulamin. Myślę, że warto i szczerze polecam.