„Odrobina Fałszerstwa” Marta Obuch, Wyd. MUZA

 

Z Martą Obuch i jej książkami nie spotkałam się nigdy wcześniej aż do dnia gdy w moje rączki trafiła przeceniona „Odrobina fałszerstwa”. Wiecie co? Nie żałuję, że nie czytałam jej książek wcześniej. Od początku książka nie powaliła mnie na kolana. A ponieważ nie mam stosunku do sztuki żadnego bo mnie ona nie interesuje, tak więc też potraktowałam tą książkę. Nie jest to literatura wielkich lotów. Śmiem twierdzić, że p. Obuch chyba wzorowała się na Joannie Chmielewskiej, która jest absolutnie nie do podrobienia. Skąd taki bzdurny wniosek? Po kolei.

Rzecz dzieje się w Śląskim Domu Aukcyjnym w Katowicach. Główna bohaterka, Jola, pracuje w nim, razem ze swoją przyjaciółką Alunią. Przypadkowo wpada na trop przestępstwa artystyczno – malarskiego, a ponieważ jest uparta, dociekliwa i niezwykle bystra postanawia dowiedzieć się o co chodzi. W międzyczasie w jej pracy pojawia się nowy tajemniczy kolega, który również pragnie rozwikłać tajemnicę. Nie tylko tą dotyczącą obrazów, ale również tajemnice niewieściego serca.

 W historię wplątanych jest również kilka bardzo charakterystycznych postaci, kluczowych jak się okaże dużo później. Każda z postaci biorących udział w zabawie „szukanie złodziei” jest bardzo charakterystyczna na swój właściwy sposób. Nie ma ludzi nijakich, bezosobowych, bezpłciowych. Każdy bohater ma coś co go wyróżnia. To czyni z nich trochę bardziej realnych bohaterów.

 Dialogi są bardzo, bardzo podobne do tych, które widziałam w książkach p. Joanny Chmielewskiej. Nie zarzucam tu nikomu niczego – stwierdzam tylko własne spostrzeżenia. Możliwe, że autorka wzorowała się na mistrzyni polskiego kryminału. Jak by nie było, efekt jest mierny. Książka jest lekka, przyjemnie się ją czyta. Nie powala na kolana. Ani językowo, ani historycznie. Historia jest banalna. Kradzież i podróbka dzieł sztuki no i wykrycie sprawcy. Kamuflaże, podsłuchiwanie, płomienna miłość, która wybucha wbrew chęciom.

 Książki ani nie polecam ani nie przestrzegam przed nią. Według mnie to nic specjalnego, żadne łał! Jeżeli ktoś ma czas i lubi taką tematykę to może spokojnie po to sięgnąć.

Wprowadzenie – i pierwsza recenzja

Kochani,

Dobry wieczór tak w ogól.ę. W życiu tak jest, że trzeba się określić kiedyś czego się chce i co chce się robić tak naprawdę. Ja się „przebranżowiłam” na to co uwielbiam – książki. Nie umiem pisać o podróżach, niewiele podrożuje za to staram się dużo czytać. Zatem blog ten dedykuję książkom – tylko i wyłącznie. Różnym książkom. Jestem pasjonatem kryminałów, nie znosze literatury kobiecej, czyli wszelkiego rodzaju halequinów, ale z drugiej strony nie uważam, aby były one nie potrzebne. W końcu ktoś je czyta, prawda?

Pierwszą książką, którą chciałabym przedstawić jest .. 

Książka jest bardzo interesująca pod względem fabuły, acz bardzo prosta w odbiorze. Wydało ją znakomite Wydawnictwo ZNAK, które sama lubię, acz nie należy do moich faworytów. ;-) To moje pierwsze zetknięcie z Marią Nurowską i jej książką. Ale całkiem udane i postaram się wrócić do jej innych książek.

Pewnego razu młoda kobieta, dziennikarka, Joanna Padlewska jedzie pociągiem do Zakopanego zrobić reportaż do gazety. W przedziale towarzyszy jej milczący mężczyzna, Adam Madej. Niby nic niezwykłego, ale mężczyzna wyzwala w niej niejako obce dla niej uczucia. Po pierwsze, nie odzywa się do niej ani słowem przez całą podróż, po drugie jest bardzo przystojny i roztacza wokół siebie dziwną aurę tajemniczości. Wiedziona instynktem Joanna rusza jego śladem. Podążając za tajemniczym meżczyzną dowiaduje się gdzie mieszka. Postanawia dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Pod pretekstem kolejnego reportażu o Polakach wracających z Ameryki poznaje go coraz bardziej i coraz lepiej. Nie wie, że Adam skrywa głęboko w sercu tajemnicę, która nikomu nie przyjdzie do głowy..

To tak tytułem wstępu. Historia jest ciekawa, możliwa i realna. W prawdziwym świecie też się takie rzeczy mogą dziać. Bohaterowie są bardzo dobrze przedstawieni, różnice między nimi i kontrasty pomiędzy dwojgiem ludzi, zupełnie odmiennych. Brakowało mi trochę więcej informacji o odzczuciach Adama, ale nie tylko on był głównym bohaterem. Narratorem opowieści jest głównie Joanna, która snuje swoje przemyślenia. Akcja, która mnie wciągnęła niesamowicie. Chciałam, tak jak Joasia, poznać Adama i dowiedzieć się jaką to tajemnicę skrywa. Pewne wydarzenia były dla mnie przewidywalne i byłam nieco zdziwiona, że bohaterka jest czasami tak nie roztropna, a czasami wręcz tak naiwnie głupia, że nie możliwe, żeby takie kobiety jeszcze istniały.

Plusem jest dla mnie opis zmian wewnętrznych jakie przechodzi główna bohaterka. Od osoby skrzywdzonej i butnie nastawionej do płci przeciwnej powoli zmienia się w zakochaną kobietę. A co gorsza – sama zdaje sobie powoli z tego sprawę ;-) Adam Madej początkowo wydawał mi się burakiem, pustogłowym góralem (bez urazy dla górali – to fajni ludzie :)), który lubi sobie tylko wypić. Nurowska obala tu stereotyp, że górale to tylko piją, na halach siedzą i nic nie robią. Guzik prawda! Normalni, zwykli ludzie jak każdy inny. Cieszę się, że poznałam Adam od tej innej strony i również mogłam zaobserwować jak i On się zmieniał.

Polecam ją wielbicielom Marii Nurowskiej. Również tym, którzy lubią lekkie książki, kryminały oraz te, które łączą kilka gatunków. Bo ta taka właśnie jest. Jest tu tajemnica, jest morderstwo, jest szał psychiczny, jest dramat ludzki, jest miłość i zrozumienie. Wszystkiego po trochu. Ale to nie oznacza, że jak wszystkiego trochę to książka do niczego. Polecam!

Marlena

Fragm. książki: ” (…)Żadna ze stron nie chciała się zbytnio angażować, wązniejsze były inne sprawy, takie jak kariera na przykład. Siłą rzeczy moimi partnerami okazywali się koledzy ze studiów, często kończyło się to na jednej lub dwóch randkach, nierozbieranych!(…)”

„(…) Któregoś dnia, to był kwiecień dziewiędziesiątego piątego roku, zawezwano mnie do komendanta. Szedłem na słomianych nogach, w kancelarii za biurkiem siedział Robert i mruknął do mnie po polsku: Nie taki diabeł straszny… U komendanta było jeszcze kilku mundurowych i jakiś cywil. Właściwie nic nie mówili, tylko mnie oglądali, jakby mieli zamiar wysłać mnie na konkurs piękności.(…)”