Macierzyństwo i jego uroki, czyli Jill Smokler i „Wyznania upiornej mamuśki”

Dobry wieczór wszystkim,

Tym razem, zgodnie z zapowiedzią, książka należąca do grupy mniej ambitnych, niepoważnych, chociaż traktująca o poważnym temacie. Macierzyństwie. Jill Smokler, autorka tegoż dzieła,
w sposób czasami zabawny, a czasem aż niewiarygodny do uwierzenia, przedstawiła blaski i cienie posiadania potomstwa. 

Od początku miałam problem z tą książką. Czyta się ją łatwo i przyjemnie, jest napisana prostym językiem (choć pisana ewidentnie na grunt amerykański). A jednak jakoś tak trudno mi opisać ją na tyle dobrze, abyście zrozumieli jaka ona jest i czy warto po nią sięgnąć.

Jill Smokler, autorka książki, to zawodowy projektant graficzny, która jest mamą trójki dzieci.
Po przejściu na urlop macierzyński i zajęciu się głównie wychowaniem dzieci zaczęła odczuwać samotność i pewien niedosyt, może nudę? Dla rozrywki, odmiany, i jak sama pisze, by oszczędzić trochę rodzinę, zaczęła pisać bloga o swoich dzieciach. Okazało się, że myśli, które przelewała
na „wirtualny papier” zdobyły wielu odbiorców. Wiele kobiet czuło się.. bardzo podobnie.
Era samotności uległa zakończeniu. Na podstawie jej bloga powstała książka. 

Źródło: proszynski.pl

Smokler opisała swoje pierwsze kroki w macierzyństwie, obawy i przygotowania do tej wielkiej zmiany. Ludzi, którzy zawsze wiedzieli lepiej co powinna jeść, jak karmić dziecko, jak ubierać. Tak zwane „dobre ciocie” z milionem rad w zanadrzu. Trochę odarła macierzyństwo z takiego uroku jaki w sobie kryje pokazując je jako katorgę rzemiślniczą, która niesie za sobą bardzo dużo stresu, obowiązków i wiele różnych, okropnych sytuacji. Nie jestem jeszcze mamą, więc to na pewno nie jest bez znaczenia. Ale nawet pomimo tego trudno mi wyobrazić sobie, że to może być aż tak .. trudne?

Autorka pokazuje blaski i cienie wychowania dziecka, w bardzo pozytywny, jak na Amerykankę przystało, sposób i jest to ogromny plus tej książki. Minusem jest zbyt duże przesadzanie według mnie. Poza tym, tak jak napisałam, jest to książka pisana na grunt USA. U nas, w Polsce, wielu rzeczy jeszcze się nie robi, choć powoli zaczyna. Odwieczne rywalizowanie między matkami, różnice w rozwoju dzieci, a ponadto świadomość, że nie musimy być idealnymi mamami to aspekty macierzyństwa, które dotyczą każdej kobiety planującej założenie rodziny. Autorka przy każdym rozdziale przytacza anonimowe wypowiedzi kobiet. Niektóre są bardzo zabawne, a inne bardzo smutne.

Polecam ją do czytania wieczorem, w pociągu i autobusie. Bywały momenty, że się śmiałam. Bywały, że nie mogłam uwierzyć, że mamy tak właśnie się czują. Książka jest łatwa do czytania, choć traktuje o nie łatwych tematach. Do poczytania na wieczór.

Pozdrawiam,

Marlena